Ujrzenie Neli w wejściu do holu całej i zdrowej ucieszyło Sebastiana i przyniosło mu ulgę. Zobaczył jak uśmiecha się w jego stronę i lekko macha dłonią. Gdy tylko przeszła hol i pojawiła się w tej samej komnacie co on zamknięto za nią drzwi. Jak znalazła się obok niego przytulił ją i pocałował w czoło przez co lekko się zarumieniła. Jego uśmiech jednak zgasł po chwili, gdy ujrzał zbliżającego się potwora. Widział już ich tu mnóstwo, ale ten był większy i co gorsza straszniejszy.
-Są już wszyscy, więc powinniśmy zaczynać.
Sebastian obrócił się w stronę starszego od reszty jaszczurów, który wypowiedział owe słowa. Sala była ogromną komnatą według niego. Miała sześć kolumn, które oddzielały wysokie podia z drewna. Było ich siedem i na każdym znajdował się jeden jaszczur. Jednak tylko czterech z nich było zdecydowanie starych, a reszta chyba młodych, ponieważ w przeciwieństwie od starych miały całą złotą sierść i zielone łuski, a starsze wyblakłą, a w niektórych miejscach siwą sierść i wyblakłe zielone łuski.
-Gerlandorze nie odchodź, gdyż twoim zadanie będzie udzielenie kary, którą wybierzemy dla tych niszczycieli porządku.- warknął znów ten sam potwór znajdujący się jedno miejsce w prawo od środkowego jaszczura.
-Tak lepiej zostań i pilnuj, aby nic nie zniszczyli.- odezwał się ostatni z lewej.
-Zacznijmy więc posiedzenie.- odezwał się środkowy.- Wasza trójka- powiedział wskazując na nich łapą- zostanie srogo ukarana za wtargnięcie do naszej posiadłości. Co macie na swoje usprawiedliwienie?
-Dlaczego śmieliście nas odwiedzić, co gorsza w takim momencie jak ten?- Spojrzeliśmy na siebie.
-Proszę yyy... chyba Pana. Nie zrobiliśmy tego specjalnie.- odezwała się Anka.
-Łżesz! Jak śmiesz tak obrażać nas swą mową i postawą!?- krzyknął stojący po środku lewego rzędu stary jaszczur.
-Uspokój się Mirlandzie.- odezwał się spokojnie ten na środku.
-Przepraszamy, ale przybycie tu nie było przez nas zamierzone. Trafiliśmy tu przez czysty przypadek. My nie chcieliśmy się tu nigdy pojawić i z miłą chęcią odeszlibyśmy stąd od razu gdybyśmy tylko mogli.- odezwał się Sebastian.
-Zaraz, zaraz powiadasz, że nie możecie stąd odejść?- odezwał się jedno miejsce na lewo od środka młody potwór.
-Wejście w jaskini, przez które tu weszliśmy zostało zawalone.- odpowiedziała Kornelia.
-Jak zostało zawalone?
-To tak jakby moja wina.- odezwał się Sebastian.
-Doprawdy? A jak coś tak małego i słabego jak ty może zawalić jaskinie?
-No... było echo a ja krzyczałem.
-To nie jego wina! To wszystko ona!- Nela zaczęła bronić Sebe i pokazywać na Ankę obwiniając ją za wszystko.
-Nikt cię nie pytał o zdanie więc zamilcz.- odezwał się jaszczur z lewego końca.
-Ponieważ zniszczyłeś jedyną drogę wyjścia, która jest nam potrzebna twoją karą będzie odkopanie owego przejścia bez użycia jakiejkolwiek pomocy.
-Więc mamy sobie czekać, aż on skończy i nie możemy mu nawet podać szklanki wody?
-Kto powiedział, że będziecie sobie spokojnie czekać?
-Uważam, że powinniśmy ich zabić, zanim narobią nam więcej kłopotu.
-Popieram.
-Ja również.
-Zgoda to też jest możliwość. Jednak nie jesteśmy osobnikami mordującymi i posługującymi się tylko szponami i kłami. Jesteśmy inteligentnymi stworzeniami posługującymi się logiką i instynktem. Nie bądźmy jak zwierzęta i pozwólmy im najpierw naprawić szkody.
-Nie zgodzę się z tobą, ponieważ mogą wyrządzić więcej szkód niż już stworzyli. Pamiętasz poprzedniego przedstawiciela ich gatunku? Zabił jednego z naszych. To oni są tu zwierzętami!
-Spokojnie. Rozumiem wasze obawy. Głosujmy więc. Który jest za zamordowaniem ich niech podniesie łapę w górę.
Sebastian wstrzymał oddech, a Kornelia chwyciła go za rękę. On na znak, że jest z nią uścisnął lekko jej dłoń. Dwa starsze potwory i jeden młodszy podniosły łapy. Reszta się wstrzymała.
-A więc przegłosowane. Zostaną oni ukarani bez kary śmierci. Na razie.- Cała trójka wypuściła wstrzymane powietrze i lekko się rozluźniła.- Ten, który zniszczył przejście zostanie i będzie je odkopywał. Za to reszta zostanie wygnana stąd jak najszybciej.
-Nie możecie nas rozdzielić!- wrzasnęła Ania.
-Ale właśnie to zrobiliśmy. Posiedzenie zostaje zamknięte. Teraz Gerlandorze twoja kolej.
Gerlandor tylko skinął swoją wężową głową w stronę środkowego potwora i zaczął poganiać ich do wyjścia. Sebastian nie mógł w to uwierzyć. Jedyne co teraz potrafił sobie uświadomić to, to, że jego dziewczyna i kuzynka odejdą, a on sam zostanie z tymi jaszczurami. Cała ich czwórka znalazła się przed jakimiś wielkimi dębowymi drzwiami. Seba nawet nie zauważył kiedy tam doszli. Był zbyt zamyślony, aby zwracać na to uwagę. Weszli do środka i zobaczył dość dziwne siedzenia, ale za to normalne stoły i bar. Chłopak pomyślał, że jak na takie wężo-lwy są jak ludzie. Mają sądy, ulice, domy i bary. Był ciekawy co jeszcze tu zobaczy, ale teraz bardziej obchodził go ich wyrok kary.
-Terry! Potrzebuje jedzenia!- wrzasnął ich "ochroniarz".
-Gery? Co tym razem ode mnie chcesz?- zapytał głos zza drzwi po lewej stronie za barem.
-Potrzebuję pokoi dla tej tu trójcy.- zawołał skinając głową w naszą stronę.
Terry przytaknął i zaprowadził wszystkich do pokoi.
-Są już wszyscy, więc powinniśmy zaczynać.
Sebastian obrócił się w stronę starszego od reszty jaszczurów, który wypowiedział owe słowa. Sala była ogromną komnatą według niego. Miała sześć kolumn, które oddzielały wysokie podia z drewna. Było ich siedem i na każdym znajdował się jeden jaszczur. Jednak tylko czterech z nich było zdecydowanie starych, a reszta chyba młodych, ponieważ w przeciwieństwie od starych miały całą złotą sierść i zielone łuski, a starsze wyblakłą, a w niektórych miejscach siwą sierść i wyblakłe zielone łuski.
-Gerlandorze nie odchodź, gdyż twoim zadanie będzie udzielenie kary, którą wybierzemy dla tych niszczycieli porządku.- warknął znów ten sam potwór znajdujący się jedno miejsce w prawo od środkowego jaszczura.
-Tak lepiej zostań i pilnuj, aby nic nie zniszczyli.- odezwał się ostatni z lewej.
-Zacznijmy więc posiedzenie.- odezwał się środkowy.- Wasza trójka- powiedział wskazując na nich łapą- zostanie srogo ukarana za wtargnięcie do naszej posiadłości. Co macie na swoje usprawiedliwienie?
-Dlaczego śmieliście nas odwiedzić, co gorsza w takim momencie jak ten?- Spojrzeliśmy na siebie.
-Proszę yyy... chyba Pana. Nie zrobiliśmy tego specjalnie.- odezwała się Anka.
-Łżesz! Jak śmiesz tak obrażać nas swą mową i postawą!?- krzyknął stojący po środku lewego rzędu stary jaszczur.
-Uspokój się Mirlandzie.- odezwał się spokojnie ten na środku.
-Przepraszamy, ale przybycie tu nie było przez nas zamierzone. Trafiliśmy tu przez czysty przypadek. My nie chcieliśmy się tu nigdy pojawić i z miłą chęcią odeszlibyśmy stąd od razu gdybyśmy tylko mogli.- odezwał się Sebastian.
-Zaraz, zaraz powiadasz, że nie możecie stąd odejść?- odezwał się jedno miejsce na lewo od środka młody potwór.
-Wejście w jaskini, przez które tu weszliśmy zostało zawalone.- odpowiedziała Kornelia.
-Jak zostało zawalone?
-To tak jakby moja wina.- odezwał się Sebastian.
-Doprawdy? A jak coś tak małego i słabego jak ty może zawalić jaskinie?
-No... było echo a ja krzyczałem.
-To nie jego wina! To wszystko ona!- Nela zaczęła bronić Sebe i pokazywać na Ankę obwiniając ją za wszystko.
-Nikt cię nie pytał o zdanie więc zamilcz.- odezwał się jaszczur z lewego końca.
-Ponieważ zniszczyłeś jedyną drogę wyjścia, która jest nam potrzebna twoją karą będzie odkopanie owego przejścia bez użycia jakiejkolwiek pomocy.
-Więc mamy sobie czekać, aż on skończy i nie możemy mu nawet podać szklanki wody?
-Kto powiedział, że będziecie sobie spokojnie czekać?
-Uważam, że powinniśmy ich zabić, zanim narobią nam więcej kłopotu.
-Popieram.
-Ja również.
-Zgoda to też jest możliwość. Jednak nie jesteśmy osobnikami mordującymi i posługującymi się tylko szponami i kłami. Jesteśmy inteligentnymi stworzeniami posługującymi się logiką i instynktem. Nie bądźmy jak zwierzęta i pozwólmy im najpierw naprawić szkody.
-Nie zgodzę się z tobą, ponieważ mogą wyrządzić więcej szkód niż już stworzyli. Pamiętasz poprzedniego przedstawiciela ich gatunku? Zabił jednego z naszych. To oni są tu zwierzętami!
-Spokojnie. Rozumiem wasze obawy. Głosujmy więc. Który jest za zamordowaniem ich niech podniesie łapę w górę.
Sebastian wstrzymał oddech, a Kornelia chwyciła go za rękę. On na znak, że jest z nią uścisnął lekko jej dłoń. Dwa starsze potwory i jeden młodszy podniosły łapy. Reszta się wstrzymała.
-A więc przegłosowane. Zostaną oni ukarani bez kary śmierci. Na razie.- Cała trójka wypuściła wstrzymane powietrze i lekko się rozluźniła.- Ten, który zniszczył przejście zostanie i będzie je odkopywał. Za to reszta zostanie wygnana stąd jak najszybciej.
-Nie możecie nas rozdzielić!- wrzasnęła Ania.
-Ale właśnie to zrobiliśmy. Posiedzenie zostaje zamknięte. Teraz Gerlandorze twoja kolej.
Gerlandor tylko skinął swoją wężową głową w stronę środkowego potwora i zaczął poganiać ich do wyjścia. Sebastian nie mógł w to uwierzyć. Jedyne co teraz potrafił sobie uświadomić to, to, że jego dziewczyna i kuzynka odejdą, a on sam zostanie z tymi jaszczurami. Cała ich czwórka znalazła się przed jakimiś wielkimi dębowymi drzwiami. Seba nawet nie zauważył kiedy tam doszli. Był zbyt zamyślony, aby zwracać na to uwagę. Weszli do środka i zobaczył dość dziwne siedzenia, ale za to normalne stoły i bar. Chłopak pomyślał, że jak na takie wężo-lwy są jak ludzie. Mają sądy, ulice, domy i bary. Był ciekawy co jeszcze tu zobaczy, ale teraz bardziej obchodził go ich wyrok kary.
-Terry! Potrzebuje jedzenia!- wrzasnął ich "ochroniarz".
-Gery? Co tym razem ode mnie chcesz?- zapytał głos zza drzwi po lewej stronie za barem.
-Potrzebuję pokoi dla tej tu trójcy.- zawołał skinając głową w naszą stronę.
Terry przytaknął i zaprowadził wszystkich do pokoi.