sobota, 10 października 2015

Rozdział 5 część 2

Gdy tylko cała trójka zjadła pizze i wszyscy wypili po szklance coli zapłacili i zaczęli ruszać w różne miejsca wspominając przeszłość jak Kornelia i Sebastian poznali się i co robili w gimnazjum zanim Ania wkroczyła w ich życie. Zanim zauważyli zrobili już drugie kółko wokół miasta i aby  zmienić kierunek skręcili w jedną z szerszych ulic, gdzie było mniej budynków i pełno pól.

-Ania jak wygląda twoje miasto- odezwał się Seba.

-Moje miasto? Jest beznadziejne. Wszyscy tam są dziwni i pokręceni. Tu jest wprost przeciwnie.
Kornelia kiwnęła głową na znak, że rozumie. Sebastian za to nic nie odpowiedział, tylko szedł dalej w ciszy.

-Są jeszcze jakieś opowieści o tym lesie?

-Anka nie zaczynaj znowu z tym lasem. Są jeszcze jakieś głupie historyjki, że żyją tam dinozaury i Batman.- Uśmiechnęła się i zakończyła ten temat.

-Wiecie co dziewczyny? Powinniśmy chyba już wracać.

-Poczekaj Sebuś. Zanim wrócimy chcę jeszcze pokazać Ance to miejsce.

-Nela nie mała będzie miała koszmary.

-No dobra. Anka widzisz jak droga tam dalej schodzi w dół? To mniej więcej tam zginął ten człowiek.

-Nela!

-No już, już przecież wracamy.- odwróciła się i wyminęła Anię wracając po woli tą samą drogą którą przyszli. Po chwili Sebastian również wyminął Anię z drugiego boku, która wciąż stała wpatrzona w tamto miejsce.

-Ania chodź już. Stąd i tak nic nie zobaczysz.- odezwał się wyrównując się z Nelą.-Ania!- odwrócił się, aby ją jeszcze raz zawołać, ale zamiast tego staną w miejscu zaskoczony tym co zobaczył. Widział jak Anka wbiega wprost do lasu.-ANKA!!!- zawołał za nią i ruszył biegiem w jej stronę.- Nela zostań tu!- krzyknął przyspieszając, aby złapać kuzynkę nim wbiegnie zbyt głęboko w las.

Las był gęsty i nie łatwo było biec. Mimo, że Sebastian miał dłuższe nogi, to i tak co chwilę musiał zwalniać i skręcać, aby nie trafić na gałęzie, obalone drzewa i dziury w ziemi. Biegł jak najszybciej potrafił, ale w tym samym momencie jego kolano, którym w nocy uderzył się o blat zaczynało protestować wywołując z każdym krokiem coraz większy ból. Ania zatrzymała się przed jaskinią o głowę od niego wyższą i szeroką na wyciągnięcie ramion Anki.

-Wracaj tu natychmiast!- wrzasnął zdenerwowany, że musiała się zachować tak nieodpowiedzialnie.

-Nie jestem małym dzieckiem!- odkrzyknęła mu- Widzisz!? Nie boję się tego lasu! Znajdę potwora i zobaczysz, że jestem najodważniejszą osobą w całym mieście!

-Masz wrócić i to już!

Ania odwróciła się do niego plecami i już truchtem wbiegła do jaskini. Sebastian pobiegł za nią. Powiedział sobie w myślach, że jeśli nic ich nie zabije to on zabije ją.

Nie weszli głęboko, ale na tyle daleko, aby zauważyć, że jaskinia się rozszerza i schodzi coraz niżej w dół, jednak sufit pozostawał na tej samej wysokości przez co jakiś metr przed nim mógłby stać już spokojnie autobus.

Ania znów się zatrzymała patrząc na Sebastiana dumnie wyprostowana. On jednak tym razem nie zamierzał popełnić tego samego błędu i szedł do niej zdyszany, aby wyprowadzić ją z tego głupiego lasu.

-Znajdę potwora.- powiedziała cofając się trochę przestraszona jego wściekłości.

-Nie znajdziesz żadnego potwora tylko wrócisz do domu i będziesz tam siedzieć przez następne sześć lat!!!- z zaciśniętych zębów przeszedł do wrzasku, przez co jego echo stawało się coraz mocniejsze i porządnie wystraszyło Ankę. Aż się trochę skuliła.- Wracamy w tej chwili!!!

Tym razem krzyknął na tyle mocno, że dziewczynka zaczęła wrzeszczeć. Ech stało się nie do zniesienia i aż cała jaskinia zaczęła się trząść. Sebastian poczuł jak piasek z sufitu spada mu na głowę, więc szybko pociągnął kuzynkę za rękę bardziej w głąb kucając przy niej i okrywając ją ramieniem. Większe kamienie zaczęły spadać i Seba usłyszał okrzyk bólu zza pleców. Wstał i odwrócił się tak szybko, że aż zakręciło mu się na chwilę w głowie. Zobaczył obraz, który zatrzymał mu na chwilę serce. Widział Kornelię leżącą na ziemi i wrzeszczącą z bólu. Podbiegł do niej. Z sufitu spadły właśnie ostatki kurzu wywołane niespodziewaną lawiną. Z wyjścia wydobywało się tak niewiele światła, że widział tylko kontury i błyszczące od łez oczy swojej dziewczyny. Ukląkł przy niej nie mogąc wydobyć z siebie ani jednego słowa.

-Sebastianie.- odezwała się słabym głosem- Moja noga. Moja lewa noga.

Tylko kiwnął głową i podszedł do jej nogi. Była przytrzaśnięta jednym z większych głazów.

-Spróbuję ją wyciągnąć. Może boleć.

Przytaknęła i zacisnęła mocno zęby. Ustawił się wygodnie, delikatnie włożył ręce pod skałę i użył całej siły jaka mu została, aby szybko podnieść kamień i wyrzucić go za siebie. Nela krzyknęła o mało go nie ogłuszając. Pomógł jej wygodnie usiąść i spojrzał na jej nogę. Przez trampek który nosiła nie było wiele widać.

-Zdejmę ci buta.

Rozwiązał sznurówki i postarał się jak najdelikatniej zdjąć go. Nie odbyło się jednak bez krzyków bólu. Widok był okropny. Nie widział kostki. Jej noga zaczynała puchnąć i sinieć, a także  z miejsca gdzie kiedyś była kostka w jej jasną skarpetkę przesiąknęła krew.

-Błagam Sebastianie nie zdejmuj skarpetki.

-Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze i wyjdziemy z tego cało.

-Ja już nie wyjdę z tego cało- powiedziała z łzami w oczach.

Sebastian nic nie odpowiedział. Wstał podchodząc do gruzowiska i zaczął zawzięcie kopać i wyrzucać za siebie skały i piach.

-Pomogę ci.- odezwała się nagle Anka.

-Lepiej już więcej się nie wtrącaj. To wszystko twoja wina. Gdyby nie ty Kornelia byłaby zdrowa i nie siedzielibyśmy w tej ciemnej, zimnej jaskini.

Ania cofnęła się odchodząc w cień.

-Nie dasz rady pozbyć się tego całego bałaganu. Trzeba znaleźć inne wyjście, albo wezwać pomoc.
Sebastian sięgnął po telefon z kieszeni. Miał zbity ekran, a co gorsza nie łapał zasięgu. Zaczął przeklinać pod nosem los jaki ich spotkał. Zapewne gdyby byli chociaż o trzy metry bliżej wyjścia miałby słaby zasięg. Pomocy nawet nie opłacało się wołać. W końcu kto byłby na tyle głupi, żeby wejść do tego lasu. Rzecz jasna oprócz nich.

Spojrzał w głąb jaskini. Po jego lewej stała Ania ze spuszczoną głową i cała się trzęsła, a pa prawej ranna na wpół leżąca jego dziewczyna. Patrząc w głąb nie widział końca mrocznego tunelu. Jedyne co tam było to sama ciemność i chłód, a także wilgoć.

-Sebastian! Tam coś jest!- krzyknęła Ania wskazując ręką ciemny tunel.

-Przestań się wygłupiać. Musimy się stąd wydostać.

-Tak wiem, ale tam naprawdę coś jest. Widziałam światło.- Seba i Nela spojrzeli na nią rozgniewani, że i tak już w ciągu jednego wieczoru zdążyła zniszczyć im życie.

-Może tym światłem okaże się stwór? Przynajmniej zakończy te męczarnie.

-To i tak lepsze niż siedzenie tutaj bezczynnie. Idziemy.

Podniósł delikatnie Kornelię, jednak mimo jego ostrożności o nią i tak krzyknęła z bólu.

Powoli zaczęli schodzić głębiej w mrok. Na szczęście ich oczy przyzwyczaiły się już do ciemności, więc mniej więcej widzieli gdzie stawiać stopy. Mroczne pomieszczenie wciąż się powiększało, że w końcu mógłby się tam zmieścić ze spokojem jego dom. Ze sklepienia i podłoża wystawały i zwisały stalaktyty i stalagmity, a także połączone ze sobą, przez co wyglądały jak słabe kolumny. Raz na jakiś czas było słychać kapanie wody. Im głębiej schodzili tym bardziej  robiło się zimno i wilgotno, aż w końcu z ich ust zaczęła wydobywać się para. Sebastian zerknął przez ramie na..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz