sobota, 10 października 2015

Rozdział 5 część 1

Dziewczynka nie miała więcej pytań. Zaczęła się zastanawiać jak musiał wyglądać ten stwór i czy jest ich więcej w tym lesie.Dla Ani to była okropna wtopa. Była tak zaskoczona pojawieniem się dziewczyny Sebastiana w łazience, że krzyknęło jej się. Teraz była pewna, że Seba nie będzie chciał z nią więcej gadać. Była wściekła na Kornelię, że jej to  zrobiła. Postanowiła sobie, że nigdy jej tego nie wybaczy. Zastanawiała się jak ona  mogła chcieć ją udusić. Wciąż jakby czuła jej zimne ręce dotykające jej  szyję. Przez chwilę zastanawiała się czy nie powiedzieć tego Sebastianowi, ale stwierdziła, że pewnie Kornelia stwierdziłaby, że kłamie, a Seba by jej uwierzył. Jednak i tak uważała, że opłacało się to zrobić.

Podczas, gdy oni oboje poszli przygotowywać jedzenie zdążyła zerknąć do jej komórki i przeczytać rozmowę jej i jakiejś jej znajomej o pretensjach do Ani. Tak samo zerknęła do laptopa. Miała szczęście, że Sebastian nie wylogowywuje się z Facebooka. Tam dowiedziała się o nim naprawdę sporo. W  torebce tej dziwaczki też było coś ciekawego. Była ciekawa czy chłopak wiedział, że  dziewczyna jest ślepa i musi nosić soczewki. Zaczynała również podejrzewać, że chodzi z nią tylko dla pieniędzy, których jak zauważyła miała sporo w portfelu. Nie były to jakieś super informację, ale niezłe jak na początek. Niestety teraz jednak będzie musiała być ostrożniejsza, ponieważ była pewna, że kolejnym razem Kornelia ją udusi bez przeszkód.

Pokój Seby spodobał jej się. Był skromny i czysty. Nad biurkiem wisiały zdjęcia, zapewne jego, rodziny i Neli. Łóżko było granatowo białe, szafa i biurko zrobione z jasnego drewna i okno. Nie mogła jednak nic przez nie zobaczyć, ponieważ było wciąż zbyt ciemno. Gdy tylko dotknęła pościeli poczuła się śpiąca. Położyła się na środku łóżka i zasnęła słysząc śmiech Sebastiana z pokoju obok.

Następnego dnia

-Idziemy. Wszyscy gotowi?- zapytał Seba podając Neli torebkę.

-Tak. Możemy iść.- odezwała się odbierając od niego torebkę i dziękując mu uśmiechem.

-To na razie mamo!

-Dowidzenia pani!

-Pa ciociu!

-Pa dzieciaki! Bawcie się dobrze!

Cała trójka wyszła na dwór i ruszyli wolnym krokiem w stronę miasta. Kornelia i Sebastian trzymając się za ręce i prowadzili, a Anka maszerowała tuż za nimi wciąż bojąc się, że Sebastian będzie na nią zły.
Mimo dość dziwnej nocy całej trójce udało się jakoś wyspać. Niestety biedna gospodyni nie miała tego szczęścia, więc gdy tylko wstali i zjedli śniadanie powiedziała im, że mają pójść razem do miasta i gdzie jeszcze by chcieli byle tylko nie wracali zbyt szybko, aby ona mogła jeszcze się zdrzemnąć i popracować w ciszy w domu i ogrodzie.

-Więc gdzie idziemy najpierw?- zapytała Nela.

-Możemy w pierwszej kolejności iść do centrum. W tej okolicy nie ma nic ciekawego, więc nic innego nie mamy do wyboru. Chyba, że masz jakiś pomysł.- powiedział patrząc na Kornelię i oczekując jej odpowiedzi.

-Masz rację. Niestety nasze miasto jest na tyle nudne, że nawet w centrum nie ma nic ciekawego.

-A może jakiś park? Albo ten las który widziałam, gdy tu jechałam?

Oboje zatrzymali się gwałtownie przez co Ania o mały włos na nich nie wpadła. Odwrócili się do niej z dziwnie niespokojnymi minami i Sebastian się odezwał.

-Nigdy pod żadnym pozorem nie wchodź do tego lasu.- powiedział wskazując ręką w jego prawą stronę.- Nikt nie wie co tam jest, ale głoszą plotki...

-...że raz pewien doświadczony leśniczy wszedł tam, aby upewnić się, że są bezpieczne i ludzie mogą tam biegać, chodzić na spacery i podziwiać las od środka.- ciągnęła dalej Nela- Jednak ten leśniczy nie wracał od dwóch dni. Ludzie zaczęli myśleć, że zgubił się. Lecz tego wieczoru jeden z przejezdnych powiedział, że na skraju właśnie tego samego lasu widział leżącego człowieka. Wszyscy z miasta ruszyli w to miejsce gdzie go widziano i znaleźli go. Ale martwego. Z tego co mówili ludzie, którzy to widzieli wychodzi na to, że coś go zjadło. Został wywleczony przez jakieś dziwne zwierzę przed las. Nikt nie wiedział czyjego zwierzęcia to ślady. Podobno były wielkie i z grubymi szponami. Na każdym śladzie widniała krew tego biednego człowieka. Policja zbadała zwłoki. Powiedzieli, że ten mężczyzna zginął tego samego dnia kiedy wszedł do lasu. Od tamtego momentu wszyscy unikają tego lasu jak ognia. I ty także powinnaś go unikać.

Ania przełknęła ślinę. Szczerze nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Miała nadzieje, że Sebastian zaraz zacznie się śmiać, ale on miał poważną minę, tak jak i Kornelia.

-Seba dziś nasza ulubiona pizza jest w promocji.

-O świetnie się składa. To jak idziemy na pizze Błękitny Młoteczek?- zapytał odwracając się i ruszając znów przed siebie.

-Jasne.- ruszyła za nim.

-Ej! A co z tym potworem?- krzyknęła Anka wstrząśnięta tą opowieścią, ale i zaciekawiona nią.

-A co ma być?- zapytała Kornelia- Nikt nigdy go nie widział.

-Dlaczego ten leśniczy nie miał przy sobie broni i nie zabił potwora?

-Miał broń i to naprawdę dobrą, ale to nic nie dało.

-Zapomniałam dodać, że razem z nim znaleziono jego pistolet z wystrzelonymi wszystkimi nabojami? Ups.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz