Kornelia obudziła się, lecz nie otworzyła oczu. Powoli napłynęły wspomnienia z wczorajszego dnia. Pobiegła za Sebastianem, wielkie kamienie lecące na nią, tępy ból nogi, a potem słodka ciemność. Pod sobą wyczuła coś miękkiego, przestraszyła się gdy zrozumiała, że musi leżeć w łóżku. Powoli uniosła powieki. Była w małym drewnianym domku, musiała byś noc, bo przez okna można było zobaczyć tylko i wyłącznie mrok. Dziewczyna usiadła i rozejrzała się. Pokoik był pusty poza stolikiem, krzesłem i łóżkiem w którym siedziała. Stolik był surowy, bez zdobień i metalowy, a na nim znajdowała się taca pełna nieznanych jej owoców. Krzesło było w stylu stołka. Po drugiej stronie pokoju były drzwi, jedne były uchylone i można było dostrzec prymitywną łazienkę. Była sama. Zaczęła wstawać uważając by nie uszkodzić kostki. O dziwo mogła normalnie chodzić jakby zgnieciona kostka była tylko snem. Podeszła do zamkniętych drzwi i chciała je otworzyć lecz były zamknięte. Potem to samo próbowała z oknami ale też była pozamykane. W mroku uczucie samotności dominowało. Podeszła do stolika i przyjrzała się owocom. Żadnego nie znała, były tam podłużne zielone owoce i różno kolorowe kuleczki rozsypane po tacy. Zaburczało jej w brzuchu, lecz nie miała zamiaru tego jeść. Musiała się uspokoić. Usiadła na krześle i zaczęła myśleć. Może spróbuje wyważyć drzwi, albo... no właśnie, co?! Może uda mi się poluzować deskę w ścianie. Podeszła do ściany i zaczęła szarpać się z deską. Po pewnym czasie coś pękło i Nela upadła boleśnie na podłogę z kawałkiem drewna w ręce. Z nadzieją spojrzała na ścianę. Zobaczyła, że za deskami znajduje się... skała. Położyła się na podłogę. Przymknęła oczy i zaczęła nasłuchiwać. Usłyszała odgłos nadchodzących kroków. Usiadła. Kroki były coraz bliżej. Wstała, gdy nagle ktoś otworzył drzwi. To co ujrzała przeraziło ją. W drzwiach stało trzy metrowe stworzenie. Miało głowę wielkiego węża i ciało ogromnego lwa, białe jak kość słoniowa rogi, zielone łuski stopniowo przechodziły w złote futro. Oczy były całe zielone z ostrą jak u kota czarną źrenicą. Sponad oczu zwisała mu brew wyglądem przypominająca wąsy suma. Ogon był zakończony czarnymi włosami. Jego pazury były wielkości kosy, które bez problemu mogłyby przeciąć człowieka na pół. Spojrzał na Kornelię z góry, jego wzrok wyrażał litość. Można by uznać, że lekko się uśmiechnął. Pomimo tego wyrazu twarzy, jeśli tak można nazwać pysk długości jej ramienia, przestraszyła się jego wyglądu. Zaczęła się cofać. Gdy się zbliżył zasłoniła głowę rękami. Stworzenie prychło i odezwało się głębokim głosem:
- Nie bój się.
- Czym ty jesteś? - w tym momencie uświadomiłam sobie, iż ten potwór mógł pożreć Sebastiana, wstąpiło coś w nią i postawiła krok do przodu nie licząc się z odpowiedzialnością czynu - Co z nim zrobiłeś?!
- Z kim? - zaśmiał się - Przedstawiciele twojej rasy są bezpieczni.
Odetchnęła z ulgą. Więc nic mu nie jest, całe szczęście.
- Czym ty jesteś?- spytała
- Po pierwsze: nie czym tylko kim. Po drugie: jestem Gerlandor jeden z Snajkonów.
- Jakich bekonów?
Spojrzał na nią spode łba i usłyszała gardłowe warczenie.
- Przepraszam, co poradzę że jestem głucha. - zrobiła pokorną minę, Gerlandor zignorował to i ciągnął dalej.
- Zaprowadzę cię do nich.
- Nie pójdę z tobą dopóki nie opowiesz na pytania.
- No to mów. - warknął.
- Gdzie jestem? Gdzie idziemy? Po co? Wytłumacz wszystkie dziwne nazwy które użyłeś i zamierzasz użyć. Dlaczego masz 3 metry. Powtórz nazwę gatunku. Ile masz lat? Jesteś chłopakiem? A tak poza tym mam na imię Nela.
- Jesteś w naszej dolinie nie powiem ci jej nazwy ani dokąd idziemy, bo to cię nie powinno obchodzić. Idziemy tam, bo czeka na ciebie dwójka przedstawicieli twojego gatunku oraz władca Elmor. Mam trzy metry, bo mi się tak podoba. - zaśmiał się, gdy zobaczył minę Neli - Snajkon. Mam 40 lat. Nie wiem o co ci chodzi?
- Jesteś stary. I jak to nie wiesz o co mi chodzi? O płeć.
- O co? - zrobił zdziwioną minę.
- O płeć.
- Co to jest ta ,,płeć"?
- Eee... nieważne.
Co oni nie mają płci, czy co? Zastanawia się w myślach Kornelia. Po chwili zorientowała się, że Gerlandor wyszedł. Pobiegła za nim. Gdy była obok niego zaczęła oglądać okolice. Widok zaparł jej dech w piersiach. Faktycznie byli w dolinie ale jakiej. Ze wszystkich stron otaczała ich kilkuset metrowa skała. W której wydrążone zostały domy. Z jednego z nich właśnie wyszła. Przed nią było targowisko. A dalej ogromne skały. Zobaczyła, iż wszyscy bez wyjątku byli Snajkonami i wszyscy byli tacy sami jak Gerlandor. Gdy przechodzili obok targowiska zobaczyła, że sprzedają tam różnorodne świecące kamienie i księgi. Były tam również ubite zwierzęta i te owoce które znalazła na talerzu.
- Te owoce są jadalne czy robicie z nich trucizny? - zapytała
- My nie musimy robić trucizn. Mamy... inne sposoby. I tak są jadalne te małe kuleczki to dzika porzeczka kolorowa, a te drugie to kaktus wodny. Uwierz mi pyszny.
- Kaktus wodny?
- Nigdy nie słyszałaś?
- No nie.
- Cóż wiele straciłaś.
Wzruszyła ramionami. Doszli do skał, lecz... to były domy!!! Kolejne i to w środku miasta. Nad drzwiami były napisane różne napisy.
- Co to znaczy?- spytała pokazując na napis na najbliższym domu.
- Tu pisze ,, Szkoła" , a tam - skinął głową na przeciw legły budynek o wiele większy od poprzedniego - ,, Szpital".
- A na następnych?
- Na trzecim ,, Urząd" , na czwartym ,, Biblioteka" , na piątym ,, Wojsko" , a na ostatnim ,,Zamek Elmora III Młodego". I do tego właśnie zmierzamy. - Uśmiechnął się.
Poruszał się z pełną gracją jak na tak ogromne cielsko. Jednak był inny od wszystkich, większy szybszy i zwinniejszy. Inni byli zamyśleni i ociężali, mieli dwa ipól metra wzrostu. Zauważyła, że patrzeli na nią z odrazą. Jakby była jakaś trędowata. Ten wzrok przyprawiał ją o ciarki na plecach. Jedyną otuchą było dla niej to, że ujrzy Sebastiana. Spojrzała na Gerlandora. Mimo iż był ogromną i zabójczą bestią miał pewien urok w sobie. Przypominał jej połączenie smoka i sfinksa, taki zamyślony, cichy i pełen czegoś co nadawało mu poważny wygląd pomimo, iż jego charakter był pełen radości, zabawy i... młodości. Może jego przodek to smok warto zapytać.
- Miałeś w rodzinie smoka?
Popatrzył na nią swoim roziskrzonym wzrokiem, i przyglądał się jej uważnie. Po chwili dodał smutnym głosem:
-Serio, aż tak to widać?
- Ale to jest... ekstra! Jesteś taki pełen tego... majestatu. Nie jesteś bekonem tylko smokiem. To wspaniałe!! Jesteś piękny i taki do niego podobny, masz coś czego innym w tym mieście brakuje. Jesteś taki... nie wiem jak to określić. Taki duży, zgrabny i... czemu nie masz skrzydeł. Byłbyś taki cudowny, Mogłabym na tobie latać - robiła z siebie błazna, ale był taki smutny, więc zaczęła biegać i machać rękami - Fruuuu.... i ziałbyś ogniem i spalił Ankę. Jej!! Ale ty i tak ją zabijesz, albo sama ją utopie w kałuży. Hmmm co ty na to?
Zaśmiał się gardłowo. I powiedział:
- Takiego błazna jak ty nigdy nie widziałem.
- Dziękuje!!! Zawsze marzyłam byś mnie tak nazwał.
Doszli do drzwi zamku. Gerlandor szybko wspiął się po kamiennych schodkach, lecz Nela powoli wdrapywała się do celu. Drzwi były z misternie rzeźbione wykonane ze złota. Pchnęła je i powoli otworzyły się. Weszła i zobaczyła go.
- Nie bój się.
- Czym ty jesteś? - w tym momencie uświadomiłam sobie, iż ten potwór mógł pożreć Sebastiana, wstąpiło coś w nią i postawiła krok do przodu nie licząc się z odpowiedzialnością czynu - Co z nim zrobiłeś?!
- Z kim? - zaśmiał się - Przedstawiciele twojej rasy są bezpieczni.
Odetchnęła z ulgą. Więc nic mu nie jest, całe szczęście.
- Czym ty jesteś?- spytała
- Po pierwsze: nie czym tylko kim. Po drugie: jestem Gerlandor jeden z Snajkonów.
- Jakich bekonów?
Spojrzał na nią spode łba i usłyszała gardłowe warczenie.
- Przepraszam, co poradzę że jestem głucha. - zrobiła pokorną minę, Gerlandor zignorował to i ciągnął dalej.
- Zaprowadzę cię do nich.
- Nie pójdę z tobą dopóki nie opowiesz na pytania.
- No to mów. - warknął.
- Gdzie jestem? Gdzie idziemy? Po co? Wytłumacz wszystkie dziwne nazwy które użyłeś i zamierzasz użyć. Dlaczego masz 3 metry. Powtórz nazwę gatunku. Ile masz lat? Jesteś chłopakiem? A tak poza tym mam na imię Nela.
- Jesteś w naszej dolinie nie powiem ci jej nazwy ani dokąd idziemy, bo to cię nie powinno obchodzić. Idziemy tam, bo czeka na ciebie dwójka przedstawicieli twojego gatunku oraz władca Elmor. Mam trzy metry, bo mi się tak podoba. - zaśmiał się, gdy zobaczył minę Neli - Snajkon. Mam 40 lat. Nie wiem o co ci chodzi?
- Jesteś stary. I jak to nie wiesz o co mi chodzi? O płeć.
- O co? - zrobił zdziwioną minę.
- O płeć.
- Co to jest ta ,,płeć"?
- Eee... nieważne.
Co oni nie mają płci, czy co? Zastanawia się w myślach Kornelia. Po chwili zorientowała się, że Gerlandor wyszedł. Pobiegła za nim. Gdy była obok niego zaczęła oglądać okolice. Widok zaparł jej dech w piersiach. Faktycznie byli w dolinie ale jakiej. Ze wszystkich stron otaczała ich kilkuset metrowa skała. W której wydrążone zostały domy. Z jednego z nich właśnie wyszła. Przed nią było targowisko. A dalej ogromne skały. Zobaczyła, iż wszyscy bez wyjątku byli Snajkonami i wszyscy byli tacy sami jak Gerlandor. Gdy przechodzili obok targowiska zobaczyła, że sprzedają tam różnorodne świecące kamienie i księgi. Były tam również ubite zwierzęta i te owoce które znalazła na talerzu.
- Te owoce są jadalne czy robicie z nich trucizny? - zapytała
- My nie musimy robić trucizn. Mamy... inne sposoby. I tak są jadalne te małe kuleczki to dzika porzeczka kolorowa, a te drugie to kaktus wodny. Uwierz mi pyszny.
- Kaktus wodny?
- Nigdy nie słyszałaś?
- No nie.
- Cóż wiele straciłaś.
Wzruszyła ramionami. Doszli do skał, lecz... to były domy!!! Kolejne i to w środku miasta. Nad drzwiami były napisane różne napisy.
- Co to znaczy?- spytała pokazując na napis na najbliższym domu.
- Tu pisze ,, Szkoła" , a tam - skinął głową na przeciw legły budynek o wiele większy od poprzedniego - ,, Szpital".
- A na następnych?
- Na trzecim ,, Urząd" , na czwartym ,, Biblioteka" , na piątym ,, Wojsko" , a na ostatnim ,,Zamek Elmora III Młodego". I do tego właśnie zmierzamy. - Uśmiechnął się.
Poruszał się z pełną gracją jak na tak ogromne cielsko. Jednak był inny od wszystkich, większy szybszy i zwinniejszy. Inni byli zamyśleni i ociężali, mieli dwa ipól metra wzrostu. Zauważyła, że patrzeli na nią z odrazą. Jakby była jakaś trędowata. Ten wzrok przyprawiał ją o ciarki na plecach. Jedyną otuchą było dla niej to, że ujrzy Sebastiana. Spojrzała na Gerlandora. Mimo iż był ogromną i zabójczą bestią miał pewien urok w sobie. Przypominał jej połączenie smoka i sfinksa, taki zamyślony, cichy i pełen czegoś co nadawało mu poważny wygląd pomimo, iż jego charakter był pełen radości, zabawy i... młodości. Może jego przodek to smok warto zapytać.
- Miałeś w rodzinie smoka?
Popatrzył na nią swoim roziskrzonym wzrokiem, i przyglądał się jej uważnie. Po chwili dodał smutnym głosem:
-Serio, aż tak to widać?
- Ale to jest... ekstra! Jesteś taki pełen tego... majestatu. Nie jesteś bekonem tylko smokiem. To wspaniałe!! Jesteś piękny i taki do niego podobny, masz coś czego innym w tym mieście brakuje. Jesteś taki... nie wiem jak to określić. Taki duży, zgrabny i... czemu nie masz skrzydeł. Byłbyś taki cudowny, Mogłabym na tobie latać - robiła z siebie błazna, ale był taki smutny, więc zaczęła biegać i machać rękami - Fruuuu.... i ziałbyś ogniem i spalił Ankę. Jej!! Ale ty i tak ją zabijesz, albo sama ją utopie w kałuży. Hmmm co ty na to?
Zaśmiał się gardłowo. I powiedział:
- Takiego błazna jak ty nigdy nie widziałem.
- Dziękuje!!! Zawsze marzyłam byś mnie tak nazwał.
Doszli do drzwi zamku. Gerlandor szybko wspiął się po kamiennych schodkach, lecz Nela powoli wdrapywała się do celu. Drzwi były z misternie rzeźbione wykonane ze złota. Pchnęła je i powoli otworzyły się. Weszła i zobaczyła go.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz