poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział 6

Kornelia obudziła się, lecz nie otworzyła oczu. Powoli napłynęły wspomnienia z wczorajszego dnia. Pobiegła za Sebastianem, wielkie kamienie lecące na nią, tępy ból nogi, a potem słodka ciemność. Pod sobą wyczuła coś miękkiego, przestraszyła się gdy zrozumiała, że musi leżeć w łóżku. Powoli uniosła powieki. Była w małym drewnianym domku, musiała byś noc, bo przez okna można było zobaczyć tylko i wyłącznie mrok. Dziewczyna usiadła i rozejrzała się. Pokoik był pusty poza stolikiem, krzesłem i łóżkiem w którym siedziała. Stolik był surowy, bez zdobień i metalowy, a na nim znajdowała się taca pełna nieznanych jej owoców. Krzesło było w stylu stołka. Po drugiej stronie pokoju były drzwi, jedne były uchylone i można było dostrzec prymitywną łazienkę. Była sama. Zaczęła wstawać uważając by nie uszkodzić kostki. O dziwo mogła normalnie chodzić jakby zgnieciona kostka była tylko snem. Podeszła do zamkniętych drzwi i chciała je otworzyć lecz były zamknięte. Potem to samo próbowała z oknami ale też była pozamykane. W mroku uczucie samotności dominowało. Podeszła do stolika i przyjrzała się owocom. Żadnego nie znała, były tam podłużne zielone owoce i różno kolorowe kuleczki rozsypane po tacy. Zaburczało jej w brzuchu, lecz nie miała zamiaru tego jeść. Musiała się uspokoić. Usiadła na krześle i zaczęła myśleć. Może spróbuje wyważyć drzwi, albo... no właśnie, co?! Może uda mi się poluzować deskę w ścianie. Podeszła do ściany i zaczęła szarpać się z deską. Po pewnym czasie coś pękło i Nela upadła boleśnie na podłogę z kawałkiem drewna w ręce. Z nadzieją spojrzała na ścianę. Zobaczyła, że za deskami znajduje się... skała. Położyła się na podłogę. Przymknęła oczy i zaczęła nasłuchiwać. Usłyszała odgłos nadchodzących kroków. Usiadła. Kroki były coraz bliżej. Wstała, gdy nagle ktoś otworzył drzwi. To co ujrzała przeraziło ją. W drzwiach stało trzy metrowe stworzenie. Miało głowę wielkiego węża i ciało ogromnego lwa, białe jak kość słoniowa rogi, zielone łuski stopniowo przechodziły w złote futro. Oczy były całe zielone z ostrą jak u kota czarną źrenicą.  Sponad oczu zwisała mu brew wyglądem przypominająca wąsy suma. Ogon był zakończony czarnymi włosami. Jego pazury były wielkości kosy, które bez problemu mogłyby przeciąć człowieka na pół. Spojrzał na Kornelię z góry, jego wzrok wyrażał litość. Można by uznać, że lekko się uśmiechnął. Pomimo tego wyrazu twarzy, jeśli tak można nazwać pysk długości jej ramienia, przestraszyła się jego wyglądu. Zaczęła się cofać. Gdy się zbliżył zasłoniła głowę rękami. Stworzenie prychło i odezwało się głębokim głosem:

- Nie bój się.

- Czym ty jesteś? - w tym momencie uświadomiłam sobie, iż ten potwór mógł pożreć Sebastiana, wstąpiło coś w nią i postawiła krok do przodu nie licząc się z odpowiedzialnością czynu - Co z nim zrobiłeś?!

- Z kim? - zaśmiał się - Przedstawiciele twojej rasy są bezpieczni.

Odetchnęła z ulgą. Więc nic mu nie jest, całe szczęście.

- Czym ty jesteś?- spytała

- Po pierwsze: nie czym tylko kim. Po drugie: jestem Gerlandor jeden z Snajkonów.

- Jakich bekonów?

Spojrzał na nią spode łba i usłyszała gardłowe warczenie.

- Przepraszam, co poradzę że jestem głucha. - zrobiła pokorną minę, Gerlandor zignorował to i ciągnął dalej.

- Zaprowadzę cię do nich.

- Nie pójdę z tobą dopóki nie opowiesz na pytania.

- No to mów. - warknął.

- Gdzie jestem? Gdzie idziemy? Po co? Wytłumacz wszystkie dziwne nazwy które użyłeś i zamierzasz użyć. Dlaczego masz 3 metry. Powtórz nazwę gatunku. Ile masz lat? Jesteś chłopakiem? A tak poza tym mam na imię Nela.

- Jesteś w naszej dolinie nie powiem ci jej nazwy ani dokąd idziemy, bo to cię nie powinno obchodzić. Idziemy tam, bo czeka na ciebie dwójka przedstawicieli twojego gatunku oraz władca Elmor. Mam trzy metry, bo mi się tak podoba. - zaśmiał się, gdy zobaczył minę Neli - Snajkon. Mam 40 lat. Nie wiem o co ci chodzi?

- Jesteś stary. I jak to nie wiesz o co mi chodzi? O płeć.

- O co? - zrobił zdziwioną minę.

- O płeć.

- Co to jest ta ,,płeć"?

- Eee... nieważne.

Co oni nie mają płci, czy co? Zastanawia się w myślach Kornelia. Po chwili zorientowała się, że Gerlandor wyszedł. Pobiegła za nim. Gdy była obok niego zaczęła oglądać okolice. Widok zaparł jej dech w piersiach. Faktycznie byli w dolinie ale jakiej. Ze wszystkich stron otaczała ich kilkuset metrowa skała. W której wydrążone zostały domy. Z jednego z nich właśnie wyszła. Przed nią było targowisko. A dalej ogromne skały. Zobaczyła, iż wszyscy bez wyjątku byli Snajkonami i wszyscy byli tacy sami jak Gerlandor. Gdy przechodzili obok targowiska zobaczyła, że sprzedają tam różnorodne świecące kamienie i księgi. Były tam również ubite zwierzęta i te owoce które znalazła na talerzu.

- Te owoce są jadalne czy robicie z nich trucizny? - zapytała

- My nie musimy robić trucizn. Mamy... inne sposoby. I tak są jadalne te małe kuleczki to dzika porzeczka kolorowa, a te drugie to kaktus wodny. Uwierz mi pyszny.

- Kaktus wodny?

- Nigdy nie słyszałaś?

- No nie.

- Cóż wiele straciłaś.

Wzruszyła ramionami. Doszli do skał, lecz... to były domy!!! Kolejne i to w środku miasta. Nad drzwiami były napisane różne napisy.

- Co to znaczy?- spytała pokazując na napis na najbliższym domu.

- Tu pisze ,, Szkoła" , a tam - skinął głową na przeciw legły budynek o wiele większy od poprzedniego - ,, Szpital".

- A na następnych?

- Na trzecim ,, Urząd" , na czwartym ,, Biblioteka" , na piątym ,, Wojsko" , a na ostatnim ,,Zamek Elmora III Młodego". I do tego właśnie zmierzamy. - Uśmiechnął się.

Poruszał się z pełną gracją jak na tak ogromne cielsko. Jednak był inny od wszystkich, większy szybszy i zwinniejszy. Inni byli zamyśleni i ociężali, mieli dwa ipól metra wzrostu. Zauważyła, że patrzeli na nią z odrazą. Jakby była jakaś trędowata. Ten wzrok przyprawiał ją o ciarki na plecach. Jedyną otuchą było dla niej to, że ujrzy Sebastiana. Spojrzała na Gerlandora. Mimo iż był ogromną i zabójczą bestią miał pewien urok w sobie. Przypominał jej połączenie smoka i sfinksa, taki zamyślony, cichy i pełen czegoś co nadawało mu poważny wygląd pomimo, iż jego charakter był pełen radości, zabawy i... młodości. Może jego przodek to smok warto zapytać.

- Miałeś w rodzinie smoka?

Popatrzył na nią swoim roziskrzonym wzrokiem, i przyglądał się jej uważnie. Po chwili dodał smutnym głosem:

-Serio, aż tak to widać?

- Ale to jest... ekstra! Jesteś taki pełen tego... majestatu. Nie jesteś bekonem tylko smokiem. To  wspaniałe!! Jesteś piękny i taki do niego podobny, masz coś czego innym w tym mieście brakuje. Jesteś taki... nie wiem jak to określić. Taki duży, zgrabny i... czemu nie masz skrzydeł. Byłbyś taki cudowny, Mogłabym na tobie latać - robiła z siebie błazna, ale był taki smutny, więc zaczęła biegać i machać rękami - Fruuuu....  i ziałbyś ogniem i spalił Ankę. Jej!! Ale ty i tak ją zabijesz, albo sama ją utopie w kałuży. Hmmm co ty na to?

Zaśmiał się gardłowo. I powiedział:

- Takiego błazna jak ty nigdy nie widziałem.

- Dziękuje!!! Zawsze marzyłam byś mnie tak nazwał.

Doszli do drzwi zamku. Gerlandor szybko wspiął się po kamiennych schodkach, lecz Nela powoli wdrapywała się do celu. Drzwi były z misternie rzeźbione wykonane ze złota. Pchnęła je i powoli otworzyły się. Weszła i zobaczyła go.

sobota, 10 października 2015

Rozdział 5 część 2

Gdy tylko cała trójka zjadła pizze i wszyscy wypili po szklance coli zapłacili i zaczęli ruszać w różne miejsca wspominając przeszłość jak Kornelia i Sebastian poznali się i co robili w gimnazjum zanim Ania wkroczyła w ich życie. Zanim zauważyli zrobili już drugie kółko wokół miasta i aby  zmienić kierunek skręcili w jedną z szerszych ulic, gdzie było mniej budynków i pełno pól.

-Ania jak wygląda twoje miasto- odezwał się Seba.

-Moje miasto? Jest beznadziejne. Wszyscy tam są dziwni i pokręceni. Tu jest wprost przeciwnie.
Kornelia kiwnęła głową na znak, że rozumie. Sebastian za to nic nie odpowiedział, tylko szedł dalej w ciszy.

-Są jeszcze jakieś opowieści o tym lesie?

-Anka nie zaczynaj znowu z tym lasem. Są jeszcze jakieś głupie historyjki, że żyją tam dinozaury i Batman.- Uśmiechnęła się i zakończyła ten temat.

-Wiecie co dziewczyny? Powinniśmy chyba już wracać.

-Poczekaj Sebuś. Zanim wrócimy chcę jeszcze pokazać Ance to miejsce.

-Nela nie mała będzie miała koszmary.

-No dobra. Anka widzisz jak droga tam dalej schodzi w dół? To mniej więcej tam zginął ten człowiek.

-Nela!

-No już, już przecież wracamy.- odwróciła się i wyminęła Anię wracając po woli tą samą drogą którą przyszli. Po chwili Sebastian również wyminął Anię z drugiego boku, która wciąż stała wpatrzona w tamto miejsce.

-Ania chodź już. Stąd i tak nic nie zobaczysz.- odezwał się wyrównując się z Nelą.-Ania!- odwrócił się, aby ją jeszcze raz zawołać, ale zamiast tego staną w miejscu zaskoczony tym co zobaczył. Widział jak Anka wbiega wprost do lasu.-ANKA!!!- zawołał za nią i ruszył biegiem w jej stronę.- Nela zostań tu!- krzyknął przyspieszając, aby złapać kuzynkę nim wbiegnie zbyt głęboko w las.

Las był gęsty i nie łatwo było biec. Mimo, że Sebastian miał dłuższe nogi, to i tak co chwilę musiał zwalniać i skręcać, aby nie trafić na gałęzie, obalone drzewa i dziury w ziemi. Biegł jak najszybciej potrafił, ale w tym samym momencie jego kolano, którym w nocy uderzył się o blat zaczynało protestować wywołując z każdym krokiem coraz większy ból. Ania zatrzymała się przed jaskinią o głowę od niego wyższą i szeroką na wyciągnięcie ramion Anki.

-Wracaj tu natychmiast!- wrzasnął zdenerwowany, że musiała się zachować tak nieodpowiedzialnie.

-Nie jestem małym dzieckiem!- odkrzyknęła mu- Widzisz!? Nie boję się tego lasu! Znajdę potwora i zobaczysz, że jestem najodważniejszą osobą w całym mieście!

-Masz wrócić i to już!

Ania odwróciła się do niego plecami i już truchtem wbiegła do jaskini. Sebastian pobiegł za nią. Powiedział sobie w myślach, że jeśli nic ich nie zabije to on zabije ją.

Nie weszli głęboko, ale na tyle daleko, aby zauważyć, że jaskinia się rozszerza i schodzi coraz niżej w dół, jednak sufit pozostawał na tej samej wysokości przez co jakiś metr przed nim mógłby stać już spokojnie autobus.

Ania znów się zatrzymała patrząc na Sebastiana dumnie wyprostowana. On jednak tym razem nie zamierzał popełnić tego samego błędu i szedł do niej zdyszany, aby wyprowadzić ją z tego głupiego lasu.

-Znajdę potwora.- powiedziała cofając się trochę przestraszona jego wściekłości.

-Nie znajdziesz żadnego potwora tylko wrócisz do domu i będziesz tam siedzieć przez następne sześć lat!!!- z zaciśniętych zębów przeszedł do wrzasku, przez co jego echo stawało się coraz mocniejsze i porządnie wystraszyło Ankę. Aż się trochę skuliła.- Wracamy w tej chwili!!!

Tym razem krzyknął na tyle mocno, że dziewczynka zaczęła wrzeszczeć. Ech stało się nie do zniesienia i aż cała jaskinia zaczęła się trząść. Sebastian poczuł jak piasek z sufitu spada mu na głowę, więc szybko pociągnął kuzynkę za rękę bardziej w głąb kucając przy niej i okrywając ją ramieniem. Większe kamienie zaczęły spadać i Seba usłyszał okrzyk bólu zza pleców. Wstał i odwrócił się tak szybko, że aż zakręciło mu się na chwilę w głowie. Zobaczył obraz, który zatrzymał mu na chwilę serce. Widział Kornelię leżącą na ziemi i wrzeszczącą z bólu. Podbiegł do niej. Z sufitu spadły właśnie ostatki kurzu wywołane niespodziewaną lawiną. Z wyjścia wydobywało się tak niewiele światła, że widział tylko kontury i błyszczące od łez oczy swojej dziewczyny. Ukląkł przy niej nie mogąc wydobyć z siebie ani jednego słowa.

-Sebastianie.- odezwała się słabym głosem- Moja noga. Moja lewa noga.

Tylko kiwnął głową i podszedł do jej nogi. Była przytrzaśnięta jednym z większych głazów.

-Spróbuję ją wyciągnąć. Może boleć.

Przytaknęła i zacisnęła mocno zęby. Ustawił się wygodnie, delikatnie włożył ręce pod skałę i użył całej siły jaka mu została, aby szybko podnieść kamień i wyrzucić go za siebie. Nela krzyknęła o mało go nie ogłuszając. Pomógł jej wygodnie usiąść i spojrzał na jej nogę. Przez trampek który nosiła nie było wiele widać.

-Zdejmę ci buta.

Rozwiązał sznurówki i postarał się jak najdelikatniej zdjąć go. Nie odbyło się jednak bez krzyków bólu. Widok był okropny. Nie widział kostki. Jej noga zaczynała puchnąć i sinieć, a także  z miejsca gdzie kiedyś była kostka w jej jasną skarpetkę przesiąknęła krew.

-Błagam Sebastianie nie zdejmuj skarpetki.

-Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze i wyjdziemy z tego cało.

-Ja już nie wyjdę z tego cało- powiedziała z łzami w oczach.

Sebastian nic nie odpowiedział. Wstał podchodząc do gruzowiska i zaczął zawzięcie kopać i wyrzucać za siebie skały i piach.

-Pomogę ci.- odezwała się nagle Anka.

-Lepiej już więcej się nie wtrącaj. To wszystko twoja wina. Gdyby nie ty Kornelia byłaby zdrowa i nie siedzielibyśmy w tej ciemnej, zimnej jaskini.

Ania cofnęła się odchodząc w cień.

-Nie dasz rady pozbyć się tego całego bałaganu. Trzeba znaleźć inne wyjście, albo wezwać pomoc.
Sebastian sięgnął po telefon z kieszeni. Miał zbity ekran, a co gorsza nie łapał zasięgu. Zaczął przeklinać pod nosem los jaki ich spotkał. Zapewne gdyby byli chociaż o trzy metry bliżej wyjścia miałby słaby zasięg. Pomocy nawet nie opłacało się wołać. W końcu kto byłby na tyle głupi, żeby wejść do tego lasu. Rzecz jasna oprócz nich.

Spojrzał w głąb jaskini. Po jego lewej stała Ania ze spuszczoną głową i cała się trzęsła, a pa prawej ranna na wpół leżąca jego dziewczyna. Patrząc w głąb nie widział końca mrocznego tunelu. Jedyne co tam było to sama ciemność i chłód, a także wilgoć.

-Sebastian! Tam coś jest!- krzyknęła Ania wskazując ręką ciemny tunel.

-Przestań się wygłupiać. Musimy się stąd wydostać.

-Tak wiem, ale tam naprawdę coś jest. Widziałam światło.- Seba i Nela spojrzeli na nią rozgniewani, że i tak już w ciągu jednego wieczoru zdążyła zniszczyć im życie.

-Może tym światłem okaże się stwór? Przynajmniej zakończy te męczarnie.

-To i tak lepsze niż siedzenie tutaj bezczynnie. Idziemy.

Podniósł delikatnie Kornelię, jednak mimo jego ostrożności o nią i tak krzyknęła z bólu.

Powoli zaczęli schodzić głębiej w mrok. Na szczęście ich oczy przyzwyczaiły się już do ciemności, więc mniej więcej widzieli gdzie stawiać stopy. Mroczne pomieszczenie wciąż się powiększało, że w końcu mógłby się tam zmieścić ze spokojem jego dom. Ze sklepienia i podłoża wystawały i zwisały stalaktyty i stalagmity, a także połączone ze sobą, przez co wyglądały jak słabe kolumny. Raz na jakiś czas było słychać kapanie wody. Im głębiej schodzili tym bardziej  robiło się zimno i wilgotno, aż w końcu z ich ust zaczęła wydobywać się para. Sebastian zerknął przez ramie na..

Rozdział 5 część 1

Dziewczynka nie miała więcej pytań. Zaczęła się zastanawiać jak musiał wyglądać ten stwór i czy jest ich więcej w tym lesie.Dla Ani to była okropna wtopa. Była tak zaskoczona pojawieniem się dziewczyny Sebastiana w łazience, że krzyknęło jej się. Teraz była pewna, że Seba nie będzie chciał z nią więcej gadać. Była wściekła na Kornelię, że jej to  zrobiła. Postanowiła sobie, że nigdy jej tego nie wybaczy. Zastanawiała się jak ona  mogła chcieć ją udusić. Wciąż jakby czuła jej zimne ręce dotykające jej  szyję. Przez chwilę zastanawiała się czy nie powiedzieć tego Sebastianowi, ale stwierdziła, że pewnie Kornelia stwierdziłaby, że kłamie, a Seba by jej uwierzył. Jednak i tak uważała, że opłacało się to zrobić.

Podczas, gdy oni oboje poszli przygotowywać jedzenie zdążyła zerknąć do jej komórki i przeczytać rozmowę jej i jakiejś jej znajomej o pretensjach do Ani. Tak samo zerknęła do laptopa. Miała szczęście, że Sebastian nie wylogowywuje się z Facebooka. Tam dowiedziała się o nim naprawdę sporo. W  torebce tej dziwaczki też było coś ciekawego. Była ciekawa czy chłopak wiedział, że  dziewczyna jest ślepa i musi nosić soczewki. Zaczynała również podejrzewać, że chodzi z nią tylko dla pieniędzy, których jak zauważyła miała sporo w portfelu. Nie były to jakieś super informację, ale niezłe jak na początek. Niestety teraz jednak będzie musiała być ostrożniejsza, ponieważ była pewna, że kolejnym razem Kornelia ją udusi bez przeszkód.

Pokój Seby spodobał jej się. Był skromny i czysty. Nad biurkiem wisiały zdjęcia, zapewne jego, rodziny i Neli. Łóżko było granatowo białe, szafa i biurko zrobione z jasnego drewna i okno. Nie mogła jednak nic przez nie zobaczyć, ponieważ było wciąż zbyt ciemno. Gdy tylko dotknęła pościeli poczuła się śpiąca. Położyła się na środku łóżka i zasnęła słysząc śmiech Sebastiana z pokoju obok.

Następnego dnia

-Idziemy. Wszyscy gotowi?- zapytał Seba podając Neli torebkę.

-Tak. Możemy iść.- odezwała się odbierając od niego torebkę i dziękując mu uśmiechem.

-To na razie mamo!

-Dowidzenia pani!

-Pa ciociu!

-Pa dzieciaki! Bawcie się dobrze!

Cała trójka wyszła na dwór i ruszyli wolnym krokiem w stronę miasta. Kornelia i Sebastian trzymając się za ręce i prowadzili, a Anka maszerowała tuż za nimi wciąż bojąc się, że Sebastian będzie na nią zły.
Mimo dość dziwnej nocy całej trójce udało się jakoś wyspać. Niestety biedna gospodyni nie miała tego szczęścia, więc gdy tylko wstali i zjedli śniadanie powiedziała im, że mają pójść razem do miasta i gdzie jeszcze by chcieli byle tylko nie wracali zbyt szybko, aby ona mogła jeszcze się zdrzemnąć i popracować w ciszy w domu i ogrodzie.

-Więc gdzie idziemy najpierw?- zapytała Nela.

-Możemy w pierwszej kolejności iść do centrum. W tej okolicy nie ma nic ciekawego, więc nic innego nie mamy do wyboru. Chyba, że masz jakiś pomysł.- powiedział patrząc na Kornelię i oczekując jej odpowiedzi.

-Masz rację. Niestety nasze miasto jest na tyle nudne, że nawet w centrum nie ma nic ciekawego.

-A może jakiś park? Albo ten las który widziałam, gdy tu jechałam?

Oboje zatrzymali się gwałtownie przez co Ania o mały włos na nich nie wpadła. Odwrócili się do niej z dziwnie niespokojnymi minami i Sebastian się odezwał.

-Nigdy pod żadnym pozorem nie wchodź do tego lasu.- powiedział wskazując ręką w jego prawą stronę.- Nikt nie wie co tam jest, ale głoszą plotki...

-...że raz pewien doświadczony leśniczy wszedł tam, aby upewnić się, że są bezpieczne i ludzie mogą tam biegać, chodzić na spacery i podziwiać las od środka.- ciągnęła dalej Nela- Jednak ten leśniczy nie wracał od dwóch dni. Ludzie zaczęli myśleć, że zgubił się. Lecz tego wieczoru jeden z przejezdnych powiedział, że na skraju właśnie tego samego lasu widział leżącego człowieka. Wszyscy z miasta ruszyli w to miejsce gdzie go widziano i znaleźli go. Ale martwego. Z tego co mówili ludzie, którzy to widzieli wychodzi na to, że coś go zjadło. Został wywleczony przez jakieś dziwne zwierzę przed las. Nikt nie wiedział czyjego zwierzęcia to ślady. Podobno były wielkie i z grubymi szponami. Na każdym śladzie widniała krew tego biednego człowieka. Policja zbadała zwłoki. Powiedzieli, że ten mężczyzna zginął tego samego dnia kiedy wszedł do lasu. Od tamtego momentu wszyscy unikają tego lasu jak ognia. I ty także powinnaś go unikać.

Ania przełknęła ślinę. Szczerze nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Miała nadzieje, że Sebastian zaraz zacznie się śmiać, ale on miał poważną minę, tak jak i Kornelia.

-Seba dziś nasza ulubiona pizza jest w promocji.

-O świetnie się składa. To jak idziemy na pizze Błękitny Młoteczek?- zapytał odwracając się i ruszając znów przed siebie.

-Jasne.- ruszyła za nim.

-Ej! A co z tym potworem?- krzyknęła Anka wstrząśnięta tą opowieścią, ale i zaciekawiona nią.

-A co ma być?- zapytała Kornelia- Nikt nigdy go nie widział.

-Dlaczego ten leśniczy nie miał przy sobie broni i nie zabił potwora?

-Miał broń i to naprawdę dobrą, ale to nic nie dało.

-Zapomniałam dodać, że razem z nim znaleziono jego pistolet z wystrzelonymi wszystkimi nabojami? Ups.